Aktualności
Cichy, mocny i mądry – Opiekun Odkupiciela

Przeżywamy marcowe nabożeństwo do św. Józefa, w tym miesiącu przypada jego najstarsze święto, praktykowane w tradycji liturgicznej Zachodu od XI wieku. Dość stare, ale Kościół istnieje od I wieku, nie od XI – a nawet wtedy ten kult można powiedzieć, ledwo się tlił, był lokalny i marginalny, św. Józefa przedstawiano zwykle jako starego, nieporadnego mężczyznę. Przełom nastąpił w XIV-XV wieku, można powiedzieć, że wtedy dokonała się „eksplozja” jego kultu, m.in. za przyczyną św. Bernardyna czy św. Teresy z Avili. Ponadto kryzysy tamtych czasów – wojny, zarazy, rozpad społeczeństwa – sprawiły, że zaczęto szukać nowych wzorców i wtedy św. Józef okazał się doskonałym przykładem człowieka pracowitego, mądrego, odważnego, pełnego miłości i otwartego na głos Bożego objawienia. Bądźmy wdzięczni za to, że dożyliśmy czasów, w których nasz patron stał się tak widoczny i doceniony przez Kościół. Został ogłoszony patronem Kościoła (Pius IX), robotników (Pius XII), Soboru Watykańskiego II. Jan Paweł II w „Redemptoris Cusots” (Opiekun Odkupiciela) ukazał go jako wzór ojcostwa, pracy, wiary i życia rodzinnego. Narzekamy, nie bez racji, na nasze czasy, ale nie zapominajmy, że nie brakuje też powodów do wdzięczności – wśród nich jest św. Józef.
Święci są po to, by nas zawstydzali, zachęcali i zachwycali, są oni doskonałym wsparciem dla wielkopostnego odkrywania naszych możliwości duchowych. Spójrzmy pod tym kątem na parę zdarzeń z życia naszego świętego. Poznajemy go w osobliwym momencie jego życia – ma się żenić, a jego żona jest w ciąży, ale nie z nim. Wtedy zdradę małżeńską karano często śmiercią. Józef w tej sytuacji postanawia oddalić ją potajemnie, czyli tak, by zapewnić jej maksymalne bezpieczeństwo. Nieślubnego dziecka nie mógł uznać za swoje, bo tego zabraniało prawo, gdyby to uczynił, nie mógłby być „mężem sprawiedliwym”. Potajemne oddalenie było najlepszym sposobem pogodzenia sumienia z miłosierdziem wobec Maryi. Dopiero interwencja anioła pozwoliła mu przyjąć Jezusa jako Syna, którego dał mu pod opiekę Bóg.
Józef jeszcze kilka razy posłuchał anioła, gdy uciekał do Egiptu i gdy wracał do ojczyzny. Głos anioła był – jak to ciekawie wymyślił jeden ksiądz przed wojną – jak zwrotnica, która kieruje pociąg na właściwe tory; pociąg sam musi się poruszać, ma mieć swoją moc, a zwrotnica pomaga wybierać właściwe kierunki. My też pracujemy nad sobą, doskonalimy swoją duchową moc, energię, ale też pytamy się Boga, Kościoła, sumienia, którymi drogami mamy się poruszać, aby wybierać największe dobro.
Teraz czas Wielkiego Postu, robimy dobre postanowienia, np. odstawianie słodyczy, procentów, papierochów, mediów itd. – można też spróbować czegoś Józefowego: raz czy więcej razy w ciągu dnia zatrzymać się, można wcześniej jakąś modlitwę odmówić i pomyśleć, co w tym momencie mógłbym zrobić najlepszego, np. pomodlić się, posprzątać, zadzwonić do kogoś, kto na to czeka, odwiedzić kogoś itd. Jak Józef słuchał anioła, tak i my słuchajmy głosu serca i prośmy św. Józefa o pomoc w podejmowaniu dobrych wyborów. Postawa Józefa wobec Maryi, prawa, głosu anielskiego pokazuje, jak umiał on korzystać z darów Ducha Świętego, które pomagały mu radzić sobie doskonale w bardzo trudnych sytuacjach. Może i nam w tym pomagać.
Opiekun Odkupiciela – znamy go, czcimy, naśladujemy i o wsparcie prosimy; ale skąd go znamy? Nawet jedno jego słowo nie pojawia się w Ewangeliach – otóż jego żona Maryja opowiadała o nim i Jej wspomnienia spisano w Ewangeliach. Zatem kolejny punkt dla dzisiejszych małżonków: ile dobrego mówimy do swoich współmałżonków i o nich? Jak wy żyjący w małżeństwach pomagacie sobie wzajemnie, żeby stawać się lepszymi: dla siebie nawzajem, dla innych i po prostu w sobie? Małżeństwo, rodzina to miejsca, gdzie się ślubuje miłość i gdzie obowiązują przykazania, szczególnie czwarte. O ślubach i przykazaniach myślimy nieraz jak o trudnych obowiązkach, ale to są fundamenty, na których możemy budować swój dom na skale. Ślubuje się miłość przed ołtarzem, gdzie Jezus mówi coś w rodzaju: nie bój się wziąć do siebie swej małżonki, swego męża – będę z wami w każdej chwili waszego życia. Warto o tym pamiętać.
Jeszcze jeden motyw – św. Józef jest patronem dobrej śmierci, bo umarł spokojnie w obecności Jezusa i Maryi. Przypomina się anegdotka o św. Alojzym, który grał w szachy z kolegą w czasie rekreacji, a inny kleryk wymyślił pytanie: co byś zrobił, gdybyś się dowiedział, że za chwilę umrzesz? Inni mówili: modliłbym się, poleciał do spowiedzi, przeprosił tego czy tamtego, a gdy o to samo zapytał Alojzego, ten popatrzył na szachownicę i powiada: „Pociągnąłbym wieżą”. Po prostu był gotowy na śmierć, tak, jak Józef, który – gdy przyszła pora – ruszył w zaświaty, jak do Egiptu, Jerozolimy czy do warsztatu. Teraz pytanie dla nas: czy jestem gotowy na śmierć? Za minutę, za rok czy za sto lat? Wszystko jedno – trzeba żyć jak św. Alojzy czy św. Józef: życia się nie bać i śmierci się nie lękać, pracować, kochać, trzymać się Jezusa, reszta to dodatki.
Pewniem dużo nagadał i teraz budzi się w was westchnienie do naszego patrona: św. Józefie spraw, żebym choć połowę z tego zapamiętał i ćwiartkę spełnił. A Józef na to: – Spokojnie, ja uciekałem do Egiptu, ty się uciekasz do mnie. Wspólnie poradzimy sobie dużo lepiej niż ci się wydaje. Amen.
Ks. Zbigniew Wolak
Parafia NMP 



